Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

Eucharystia wystarczy

Droga ku niebu Alexandriny Marii da Costy wiodła podobnie jak jej rówieśniczek – we Francji Marty Robin oraz w Polsce św. Faustyny – poprzez dobrowolne przyjęcie na siebie cierpienia z miłości dla Chrystusa Eucharystycznego. Portugalska mistyczka przez okres 13 lat nie przyjmowała żadnych napojów ani pokarmów z wyjątkiem Komunii św. 


 Alexandrina urodziła się 30 marca 1904 r. we wsi Balsar w Portugalii. Z rąk mamy (owdowiałej wkrótce po narodzinach córki) oraz starszej siostry Deolindy otrzymała staranne wychowanie w duchu chrześcijańskim. Już w wieku 7 lat, kiedy przystąpiła do pierwszej Komunii św., darzyła głęboką miłością Najświętszy Sakrament. Bardzo często chodziła do miejscowego kościoła, a kiedy fizycznie nie mogła uczęszczać we Mszy św., przyjmowała duchową Komunię św. Jako dziecko ubogich rolników, bardzo szybko, bo mając zaledwie 9 lat, zaczęła ciężko pracować w polu. Cztery lata później poważnie zachorowała i przez parę dni była w stanie krytycznym. Kiedy matka płacząc podała jej krzyż do pocałowania, Alexandrina wyszeptała: Nie tego chcę, lecz Jezusa w Eucharystii. Dziewczynka ostatecznie wyzdrowiała, choć skutki infekcji pozostały na cały okres dorastania i stały się pierwszym znakiem tego, o co później poprosi ją Bóg – by cierpiała jako dusza ofiarna za nawrócenie grzeszników.

W wieku 14 lat Alexandrinę spotyka wydarzenie, którego konsekwencje ponosić będzie do końca życia. W Wielką Sobotę, dziewczyna wraz z siostrą oraz koleżanką zajęta była szyciem. Nagle do domu wtargnęło trzech mężczyzn zamierzających wykorzystać seksualnie dziewczyny. Aleksandrina wiedząc, jaką wartość ma czystość, postanowiła ocalić ją za wszelką cenę. Jedynym sposobem jaki jej pozostał, była natychmiastowa ucieczka przez okno. Upadek z wysokości czterech metrów nie tylko okazał się bardzo bolesny i przyniósł liczne obrażenia, ale w efekcie spowodował, iż lekarze określili jej stan jako „nieodwracalny”. Zapowiedzieli również, że paraliż, nie tylko nigdy się nie cofnie, ale że będzie się jeszcze bardziej pogłębiał.

Dotrzymuj Mi towarzystwa 

Przez pięć kolejnych lat, pomimo ogromnego bólu, Alexandrina o własnych siłach chodziła do kościoła. Pewnego dnia, podczas modlitwy uświadomiła sobie, że Chrystus w tabernakulum jest takim samym więźniem jak ona przez chorobę. Zapragnęła z całego serca wynagrodzić Bogu ból samotności, ofiarując mu swoją obecność i pocieszając Jego Najświętsze Serce. Podczas jednego z mistycznych zjednoczeń z Jezusem, Pan poprosił ją, by darzyła szczególnym nabożeństwem Eucharystię: Dotrzymuj Mi towarzystwa w Najświętszym Sakramencie. Pozostaję w tabernakulum dzień i noc, czekając, by obdarzyć miłością i łaską wszystkich tych, którzy Mnie odwiedzą. Ale nie ma ich wielu. Jestem taki opuszczony, samotny i obrażany. (...) Wielu ludzi nie wierzy w Moje istnienie i w to, że mieszkam w tabernakulum. (...) Inni zaś wierzą, ale nie kochają Mnie i nie odwiedzają. Zachowują się tak, jakby Mnie tam nie było. Wybrałem ciebie, byś dotrzymywała Mi towarzystwa w tym małym azylu. (...) Jak Maria, wybrałaś najlepszą część. Wybrałaś miłość do Mnie w tabernakulum, gdzie możesz kontemplować mnie oczami nie ciała, lecz duszy. Jestem tam prawdziwie obecny, tak jak w niebie, tj: Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem.

Kiedy paraliż osiągnął takie stadium, że Alexandrina nie była już w stanie wstać z łóżka, kapłan przynosił jej Pana Jezusa. Wkrótce jednak w parafii pojawił się nowy ksiądz, który kierował się zasadą, że Komunię św. daje się chorym tylko raz w miesiącu. Ta decyzja była prawdziwym wyrokiem dla sparaliżowanej dziewczyny. Miała bowiem świadomość, że dotychczas jedynie codzienne odwiedziny Jezusa Eucharystycznego trzymały ją przy życiu. Błagała więc kapłana, by częściej przychodził z Najświętszym Sakramentem. Czekając na jego odpowiedź, ofiarowała swoje cierpienia w intencji tych, którzy gardzili Chlebem Życia. Ostatecznie kapłan zgodził się na codwutygodniową wizytę.

Zjednoczenie z Jezusem cierpiącym 

Alexandrina prosiła Maryję o cud wyjścia z choroby, składając obietnicę, że pojedzie na misje, jeśli modlitwa zostanie wysłuchana. Pomału jednak Bóg pomagał jej zrozumieć, że jej powołaniem jest bycie ofiarą dla Jezusa. Usłyszała głos Pana, zapraszający ją do tego by: kochać, cierpieć i czynić zadośćuczynienie. Alexandrina przyjęła dobrowolnie wolę Bożą i przestała modlić się o uzdrowienie. Do końca życia, to jest przez okres kolejnych trzydziestu lat, pozostała przykuta do łóżka. Jej cierpienie nierozerwalnie złączone z cierpieniem Chrystusa nabrało zbawczego wymiaru. Droga przez ból fizyczny wiodła ją ku chwale Bożej, zgodnie ze słowami św. Pawła: Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale (Rz 8, 17).

W listopadzie 1933 r., na życzenie chorej, po raz pierwszy została odprawiona Eucharystia w jej pokoju. Alexandrina, która parę lat (!) czekała na to wydarzenie, tak wspominała je później: Wraz z pierwszą Mszą św., Pan zaczął zwiększać z jednej strony czułość dla mnie, a z drugiej ciężar mojego krzyża. Szczególne wybranie do włączenia się w dzieło odkupienia ludzkości, znalazło swój wyraz w głębokim zjednoczeniu z cierpiącym Zbawicielem. Od 3 października 1938 r. do 24 marca 1942 r. w każdy piątek mistyczka otrzymywała łaskę żywego uczestnictwa w trzygodzinnej męce Pańskiej. Przeżywanie pasji Jezusa polegało na tym, że dziewczyna powtarzała wszystkie gesty i słowa z ostatnich godzin Chrystusa przed śmiercią krzyżową. Doświadczeniu towarzyszył ogromny ból fizyczny i duchowy, taki sam, jaki wówczas przeżywał Zbawiciel. Co ciekawe, w tym czasie wszelkie objawy paraliżu znikały.

Ta wyjątkowa zażyłość z Jezusem sprawiła, że chora była szczególnie znienawidzona przez diabła. Atakował ją, dręczył pokusami przeciw wierze oraz boleśnie kaleczył jej ciało. Dziewczynę spotykało także niezrozumienie ze strony mieszkańców wsi oraz zdystansowanie i niedowiarstwo kapłanów wobec jej mistycznych doświadczeń. Siły do przezwyciężania tych bolesnych doświadczeń czerpała z Eucharystii.

Nic już nie będziesz jadła na ziemi 

27 marca 1942 r. chora zawołała do Jezusa: Moja Miłości Eucharystyczna, nie mogę bez Ciebie żyć! O Jezu, przemień mnie w Twoją Eucharystię! (...) W głębi duszy usłyszała odpowiedź: Nic już nie będziesz jadła na ziemi. Twoim pokarmem będzie Moje Ciało. Twoja krew będzie Moją Boską Krwią, twoje życie będzie Moim Życiem. Otrzymasz tę łaskę, kiedy zjednoczę Swoje Serce z twoim (...). Od tego dnia Komunia św. stała się jedynym Chlebem Alexandriny. Aż do śmierci, tj. przez kilkanaście lat, nie przyjmowała żadnych innych pokarmów ani napojów (przy stałej wadze ciała około 33 kg).

Z czasem wieść o niecodziennym poście dziewczyny rozniosła się po okolicy. Ludzie licznie nawiedzali dom mistyczki, prosząc o modlitwę. Nie brakowało jednak osób, które nie wierzyły w autentyczność zdarzeń, utrzymując że Alexandrina jest potajemnie dożywiana przez matkę i siostrę. Po kilkunastu miesiącach karmienia się wyłącznie codzienną Eucharystią, da Costa na prośbę arcybiskupa poddała się badaniu lekarskiemu, które miało raz na zawsze wyjaśnić kwestię wiarygodności niezwykłego postu. Lekarze uznali, iż jednorazowa wizyta jest niewystarczająca dla rozwiązania tak niecodziennego przypadku, dlatego zadecydowali o konieczności poddania się przez chorą miesięcznej obserwacji w szpitalu. Aleksandrina wyraziła zgodę, stawiając trzy warunki do spełnienia: codzienna Komunia św., obecność siostry Deolindy oraz żadnych innych badań poza obserwacjami.

W szpitalu, oprócz bólu fizycznego, chora doświadczała upokorzeń zarówno ze strony lekarzy, jak i personelu medycznego. Starała się jednak pamiętać o słowach Pana Jezusa, który zapowiedział jej, że rzadko otrzyma pocieszenie i prosił, by pomimo tego na jej ustach zawsze gościł uśmiech. Z tego względu wszyscy, którzy mieli styczność z dziewczyną widzieli jej pogodne oblicze i nie byli świadomi cierpień, jakie ją dotykały. W czasie pobytu w szpitalu Alexandrina była pod stałą kontrolą, ani na chwilę nie zostawiano jej samej w pokoju. Na próżno próbowano ją przekonać, by przyjęła pokarm. W końcu po 40 dniach zakończono obserwacje. W oficjalnym raporcie, podpisanym przez prowadzącego chorą dr Gomeza de Araujo z madryckiej akademii medycznej oraz w dołączonym zaświadczeniu dr Lima de Azevado z wydziału medycznego Oporto, stwierdzono, iż przypadek jest w świetle nauki niemożliwy do wyjaśnienia (...) Prawa psychologii i biochemii nie mogą wytłumaczyć przeżycia chorej przez 40 dni całkowitego postu w szpitalu. Co więcej, w tym stanie kobieta odpowiadała codziennie na liczne pytania i wytrzymywała częste rozmowy, wykazując się bardzo dobrą dyspozycją oraz doskonałą jasnością ducha. (...) Potwierdzamy, że jej wstrzemięźliwość od pokarmów i napojów była całkowita przez cały ten czas. Zaświadczamy również, że utrzymała stałą wagę, temperaturę, oddech, ciśnienie, puls(...). Profesor Ruj Joao Marques z Pernambuco, który wnikliwie przestudiował raporty medyczne, potwierdził wiarygodność postu Alexandriny, raz na zawsze zamykając usta tym, którzy posądzali da Costę o oszustwo.

Moc Eucharystii

Alexandrina wiedziała, jaką potęgę ma Eucharystia. Usłyszała od Pana Jezusa: Żyjesz jedynie Eucharystią, ponieważ chcę przez to ukazać światu moc Eucharystii i moc Mojego życia w duszach. Życie błogosławionej Portugalki pokazuje, jakie owoce przynosi odkrycie Bożej miłości w Najświętszym Sakramencie i wielkoduszna odpowiedź na nią, wyrażana w naśladowaniu miłości Chrystusa przez pokonywanie w sobie grzechu, egoizmu i wszelkiego zła. Jej drogę do nieba można zrozumieć odwołując się do miłości. Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie pozbawione jest sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa (Jan Paweł II, Redemptor hominis, 10). Eucharystia nie bez powodu nazywana jest sakramentem miłości. Tam bowiem jest miłość, gdzie jest bezinteresowny dar z siebie samego. Największym zaś darem, jaki Bóg ofiarowuje człowiekowi jest życie wieczne, które człowiek otrzymuje jako owoc śmierci i zmartwychwstania Pańskiego. Uobecnienie wydarzeń paschalnych dokonuje się każdorazowo w Eucharystii. Z tego względu możemy mówić, że w Eucharystii Chrystus odpowiada na największy głód człowieka – głód miłości. Błogosławiona Alexandrina przez całe życie odkrywała miłość w Bogu obecnym w Eucharystii.

Chrystus obiecał mistyczce, że dzięki jej ofierze wiele dusz stanie się gorliwymi w życiu eucharystycznym. Pomimo bolesnej choroby każdego dnia Alexandrina przyjmowała setki osób, którym mówiła o orędziu Matki Bożej Fatimskiej, zachęcając do pokuty i modlitwy oraz do wynagradzania Jezusowi w Najświętszej Eucharystii. W 1945 r. dokonała aktu ofiarowania swoich cierpień w intencji uświęcenia i zbawienia młodzieży. Do tego dzieła zachęcił ją kierownik duchowy, salezjanin o. Umberto Pasquale. Pragnęła w ten sposób odpowiedzieć na skierowane do niej słowa Jezusa: Znajdź Mi dusze, które będą kochać Mnie w sakramencie miłości, by one zajęły twoje miejsce, kiedy pójdziesz do nieba.

Alexandrina zmarła 13 października 1955 r. Pochowano ją tak, jak sobie tego życzyła: Chciałabym być pochowana, jeśli to możliwe, z twarzą zwróconą w stronę tabernakulum kościoła. W życiu zawsze pragnęłam być zjednoczona z Jezusem w Najświętszym Sakramencie i mieć wzrok skierowany w tabernakulum tak często, jak to było możliwe, dlatego życzę sobie, by po mojej śmierci nadal wzrok pozostał skierowany na Eucharystycznego Jezusa. Wiem, że oczami ciała już nie zobaczę więcej Chrystusa, ale chcę być położona w takiej pozycji, by pokazać Mu miłość, jaką miałam do Najświętszej Eucharystii. 

Dialog miłości 

Dwa lata po jej śmierci, nad grobem Alexandriny postawiono małą kaplicę, a w 1977 r. ciało z kaplicy przeniesiono przed główny ołtarz kościoła parafialnego, uznając, że to miejsce, przy ukochanej Eucharystii, najbardziej pasuje na wieczny spoczynek. Jan Paweł II podczas beatyfikacji mistyczki, 24 maja 2004 r., przywołał scenę znad jeziora Genezaret, jako najwłaściwszą dla zobrazowania drogi życiowej Portugalki: „Czy miłujesz mnie?” – zapytał Jezus Szymona Piotra, a on odpowiedział: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Życie błogosławionej Alexandriny Marii da Costy streszcza się w tym dialogu miłości. Przeniknięta i płonąca pragnieniem miłości, niczego nie chciała odmówić Zbawicielowi; mając silną wolę, przyjęła na siebie wszystko, by okazać, jak bardzo Go kocha. „Oblubienica z krwi” w sposób mistyczny doświadczała męki Chrystusa i ofiarowała się jako ofiara za grzeszników, czerpiąc siłę z Eucharystii, która stała się jej jedynym pokarmem przez 13 lat życia. (...) W przykładzie bł. Alexandriny, wyrażonym w słowach: „cierpieć, kochać, czynić zadośćuczynienie”, chrześcijanie mogą znaleźć zachętę i motywację, by wszystko, co bolesne i smutne w życiu, uszlachetnić poprzez uczynienie z tego największego dowodu miłości: poświęcenia swojego życia dla ukochanej osoby (Jan Paweł II, Homilia wygłoszona na Placu św. Piotra 25 kwietnia 2004 r.).

Maria Zboralska


Źródła: Francis Johnston Alexandrina. The Agony and the Glory, Illinois 1982 r.; www.vatican.va/news_services/liturgy/ saints/ns_lit_doc_20040425_da-costa_ en.html; www.vatican.va/holy_father/john_paul_ ii/homilies/2004/documents/hf_jp-ii_hom_ 20040425_beatifications_en.html

piątek, 5 października 2012

Eucharystia – zwycięstwo ostateczne

W sercu każdego człowieka rozgrywa się dramatyczna walka pomiędzy dobrem i złem, światłem i ciemnością, życiem i śmiercią. Z jednej strony pragniemy wiecznego szczęścia, a z drugiej – ulegamy pokusom, które przedstawiają grzech w sposób tak ponętny, że skłaniamy się do uwierzenia, iż jest on źródłem szczęścia, a nie największą tragedią człowieka. Zło jest bezwzględne w swojej natarczywości i sile, a zarazem podstępne, jawiąc się jako kusząca propozycja wolności i dobra. Zdajemy sobie sprawę, że o własnych siłach nikt z ludzi nie jest w stanie obronić się przed napaścią złych duchów.

 Czasami może się wydawać, że siły zła dominują i są potężniejsze od dobra, że świat jest pod panowaniem Szatana oraz że zło tryumfuje mimo naszej modlitwy. Upadek moralności jeszcze bardziej potęguje moc nienawiści do wszystkiego, co Boże. Nikt z wyznawców Chrystusa nie może uniknąć walki z siłami zła, nie może się przed nimi schować lub uciec z pola walki. W drodze do nieba jesteśmy skazani na nieustanne zmaganie się z Szatanem, który jest geniuszem w kłamstwie i podstępnym zniewalaniu ludzi.

 W Apokalipsie św. Jana znajdujemy bardzo pocieszającą wiadomość: Szatan i jego aniołowie już przegrali decydującą batalię. Diabeł, piekło i śmierć zostały definitywnie i na zawsze pokonane w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. A nasz Zbawiciel zaprasza każdego człowieka do udziału w swoim zwycięstwie. W tym celu Jezus ustanowił Eucharystię. Dzięki Mszy św. mamy stałą możliwość uczestniczenia w największym wydarzeniu w historii ludzkości: Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa – czyli w ostatecznym zwycięstwie nad Szatanem, grzechem i śmiercią. Chociaż jesteśmy w nieustannej walce z mocami zła, to jednak dzięki Chrystusowi, który w sakramentach pokuty i Eucharystii uobecnia swoje definitywne zwycięstwo nad Szatanem, możemy w naszej osobistej batalii z siłami zła zwyciężać diabelskie pokusy, powstawać z największych upadków, rozrywać łańcuchy wszelkich zniewoleń i uzdrawiać po ludzku nieuleczalne rany.

 Pytanie o Eucharystię

Słuchacze byli zszokowani, kiedy Jezus mówił im, że tylko ci otrzymają życie wieczne, którzy będą spożywali Jego Ciało i pili Jego Krew (por. J 6, 54). Zgorszeni mówili między sobą: „Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?” (J 6, 52). Dla wielu słuchających nauka Jezusa o Eucharystii była niemożliwa do przyjęcia: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6, 60). Dlatego niektórzy uczniowie, zawiedzeni i zgorszeni, przestali wierzyć Jezusowi i odeszli od Niego (por. J 6, 66). Zdrada apostoła Judasza zrodziła się właśnie wtedy, kiedy usłyszał to, co Jezus mówił na temat Eucharystii. Podkreślił to sam Chrystus: „Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać” (J 6, 64). Po wygłoszeniu mowy o Eucharystii Pan Jezus miał świadomość, że uczniowie szemrali przeciwko Niemu, dlatego retorycznie zapytał: „To was gorszy?” (J 6, 61) i wypowiedział słowa, które wyjaśniają całą istotę Eucharystii: „A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem” (J 6, 62-63). W tych słowach Pan Jezus wskazuje na tajemnicę uwielbienia jego człowieczeństwa w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu. Co się stało z ciałem Jezusa po Śmierci i Zmartwychwstaniu?

 Dramat grzechu i śmierci

Nieuchronna konieczność śmierci oraz cierpienie z nią związane są najcięższym doświadczeniem, które dotyka każdego człowieka. „Straszna jest śmierć” – pisze św. Faustyna (Dz. 321). Groza śmierci pozwala nam doświadczyć, do jak tragicznych konsekwencji doprowadził ludzkość grzech pierworodny oraz każdy nasz osobisty grzech. Uświadamia nam, na co się narażamy, odrzucając Boga i Jego miłosierdzie.

Dramatyczna batalia o wieczne zbawienie ludzi rozpoczęła się już od samego zarania istnienia człowieka. Z opisu grzechu pierworodnego dowiadujemy się, że Szatanowi udało się nakłonić pierwszych ludzi, aby uwierzyli, że szczęście i wolność osiągną tylko wtedy, gdy wypowiedzą posłuszeństwo Bogu i zerwą przymierze z Nim zawarte. Ulegając pokusie Szatana, człowiek oddał się pod panowanie złych mocy, pogrążając się w niewoli grzechu (por. J 8, 34) i śmierci (por. Rz 5, 12). Tak więc „śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2, 24). Po grzechu pierworodnym Adam i Ewa, czyli cała ludzkość (stworzona przez Boga jako wspólnota tworząca jeden duchowy organizm), znalazła się pod władzą Szatana. Żaden człowiek o własnych siłach nie był w stanie wyzwolić się z niewoli kłamstwa, grzechu i śmierci, gdyż grzech uniemożliwia ludziom poznanie prawdy o sobie, uznanie swojej grzeszności. To zaś jest koniecznym warunkiem pojednania się z Bogiem, który gładzi wszystkie grzechy i wyzwala z mocy Szatana.

 Dramat zbawienia i Eucharystia

Bóg Stwórca, który jest doskonałą wspólnotą miłości trzech Osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego, na bunt i nienawiść ze strony ludzi odpowiada miłością, która posuwa się do nieprawdopodobnych granic. Aby wyrwać ludzi z niewoli grzechu i śmierci, Syn Boży, druga Osoba Trójcy Świętej, staje się prawdziwym, śmiertelnym człowiekiem, z duszą i ciałem, z ludzkim umysłem i wolą, by „przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła” (Hbr 2, 14). Jezus Chrystus w czasie ziemskiego życia stoczył z mocami zła zwycięską walkę, która przyniosła zbawienie całej ludzkości.

W tym dramatycznym boju z Szatanem o zbawienie ludzi Zbawiciel zastosował jedyną broń – a była nią miłość i prawda. Stając się prawdziwym człowiekiem, Chrystus wszedł w rzeczywistość grzechu i śmierci, w której pogrążona jest cała ludzkość. Na obojętność, pogardę i nienawiść ze strony Szatana oraz grzeszników Jezus odpowiada miłością i miłosierdziem posuniętym do ostatecznych granic. Bóg-Człowiek bierze na siebie „winy nas wszystkich, dźwiga nasze boleści, obarcza się naszym cierpieniem, zostaje przebity za nasze winy” (por. Iz 53, 4-6). Nazarejczyk dlatego może wziąć na siebie grzechy wszystkich ludzi, którzy istnieli od stworzenia świata lub będą istnieć aż do dnia paruzji, że jest Bogiem-Synem współistotnym Ojcu. Jezus jako człowiek, który jest Boską Osobą Słowa, dociera swoim cierpieniem i miłością wszędzie tam, gdzie działała niszcząca moc zła. Jednoczy się z każdym cierpiącym, aby uczynić cierpienie drogą dojrzewania do miłości.

 Męka Chrystusa i agresja sił zła osiągają swoje apogeum w agonii i śmierci krzyżowej. Jezus umiera w straszliwych cierpieniach, które wyraża w wołaniu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 43). Chociaż sam jest bez grzechu, to jednak sercem Boga-Człowieka poznaje, jak strasznym cierpieniem jest grzech, którego owocem jest piekło samotności, doświadczenie braku obecności Boga i groza śmierci. 

Ogrom cierpienia i wyniszczenia Jezusa w śmierci krzyżowej jest objawieniem prawdy o grzechu: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21). Chrystus demaskuje kłamstwo, które Szatan wyraził w rajskiej pokusie, że grzech przynosi szczęście i wolność: „otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5). Doświadczając w chwili śmierci, czym w swej istocie jest grzech, Jezus umiera za każdego człowieka. Całkowicie niewinny, bezgrzeszny Jezus „staje się grzechem”, bierze na siebie winy nas wszystkich, aby zbawić wszystkich ludzi. W ten sposób dramat cierpienia, grzechu i śmierci zostaje wprowadzony w rzeczywistość Trójcy Świętej.

W doświadczeniu największego cierpienia i grzechu Jezus kocha Ojca tak, jak to czynił od wieczności. To, co ulega zmianie, to nie Bóg, lecz człowieczeństwo. Jezus oddaje siebie Ojcu, cierpiąc i umierając za wszystkich grzeszników: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). To całkowite oddanie Syna Ojcu zostaje odwzajemnione ojcowskim oddaniem i miłością. Mocą wzajemnej miłości Ojca i Syna, a więc mocą Ducha Świętego, uśmiercone i zmaltretowane człowieczeństwo Jezusa, które „stało się grzechem”, gdyż w nim skupiły się grzechy wszystkich ludzi, otrzymuje dar zmartwychwstałego życia. Jezus zmartwychwstaje w uwielbionym, przebóstwionym ciele, które już nie podlega śmierci. Mocą miłości Ojca i Syna, czyli mocą Ducha Świętego, zostaje zwyciężone wszelkie zło, zostają przebaczone wszystkie grzechy. Szatan ze swoim piekielnym królestwem zostaje ostatecznie pokonany. W Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa zostaje objawione nieskończone Boże miłosierdzie. „Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski” – powiedział Jezus św. Faustynie (Dz. 699). Biorąc na siebie grzechy wszystkich ludzi, doświadczając cierpienia i śmierci, Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu pochyla się nad losem każdego człowieka, aby swoją miłosierną miłością uzdrawiać najboleśniejsze rany, przezwyciężać najgłębsze źródła zła, przebaczać wszystkie grzechy. „Córko moja – mówił Jezus św. Faustynie – napisz, że im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego, a namawiaj wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem” (Dz. 1190).

Ustanawiając Eucharystię, Pan Jezus umożliwił wszystkim ludziom udział w całym dramacie zbawienia, a więc w swojej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu. Te wydarzenia paschalne zostają sakramentalnie uobecnione w czasie każdej Mszy św., abyśmy mogli uczestniczyć w ostatecznym zwycięstwie Chrystusa nad Szatanem, grzechem i śmiercią.

Ojciec Święty Jan Paweł II tak pisze w encyklice o Eucharystii: „Gdy Kościół sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i zmartwychwstania swojego Pana, to centralne wydarzenie zbawienia staje się rzeczywiście obecne i »dokonuje się dzieło naszego Odkupienia«. Ofiara ta ma do tego stopnia decydujące znaczenie dla zbawienia rodzaju ludzkiego, że Jezus złożył ją i wrócił do Ojca dopiero wtedy, gdy zostawił nam środek umożliwiający uczestnictwo w niej, tak jakbyśmy byli w niej obecni. W ten sposób każdy wierny może w niej uczestniczyć i korzystać z jej niewyczerpanych owoców” (EE 11).

Kiedy w Komunii św. przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa, otrzymujemy życie wieczne i miłość samego Boga oraz wchodzimy w życie Trójcy Świętej.

Jan Paweł II podkreśla, że zbawcza skuteczność naszego uczestniczenia w ofierze Mszy św. „urzeczywistnia się w pełni, kiedy w Komunii przyjmujemy Ciało i Krew Pana. Ofiara eucharystyczna sama z siebie jest skierowana ku wewnętrznemu zjednoczeniu nas, wierzących, z Chrystusem przez Komunię: otrzymujemy Tego, który ofiarował się za nas, otrzymujemy Jego Ciało, które złożył za nas na Krzyżu, oraz Jego Krew, którą przelał «za wielu (...) na odpuszczenie grzechów»” (Mt 26, 28; EE 16)

Eucharystia to sam zmartwychwstały Jezus w swoim uwielbionym, niewidzialnym człowieczeństwie. O tej właśnie rzeczywistości mówił Jezus, kiedy wyjaśniał uczniom istotę sakramentu (J 6, 62-63). W śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa Jego człowieczeństwo otrzymuje nowy rodzaj egzystencji, zostaje przebóstwione: „W nim bowiem mieszka cała pełnia: Bóstwo na sposób ciała” (Kol 2, 9). Zmartwychwstały Jezus, w swoim uwielbionym ciele, staje się wszechobecny i daje nam w darze Eucharystii siebie samego, dzieląc się swoim zmartwychwstałym życiem i miłością, abyśmy już tu na ziemi doświadczali rzeczywistości nieba.

„O Jezu, utajony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, miłości i miłosierdzie jedyne moje, polecam Ci wszystkie potrzeby duszy i ciała mojego. Ty możesz mnie wspomóc, bo jesteś miłosierdziem samym, w Tobie cała moja nadzieja” (św. Faustyna, Dz 1651).

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

poniedziałek, 30 lipca 2012

Cud eucharystyczny w Buenos Aires

Osłabienie wiary w rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Chrystusa w Eucharystii jest jednym z bardzo istotnych znaków kryzysu życia duchowego. Pan Jezus pragnie ożywić naszą wiarę w Jego eucharystyczną obecność i dlatego co jakiś czas, w historii Kościoła katolickiego, daje nam znaki – cuda eucharystyczne, które jednoznacznie wskazują, że w Eucharystii jest obecny On sam, zmartwychwstały Pan, w tajemnicy swojego Bóstwa i uwielbionego człowieczeństwa. Ostatni cud eucharystyczny uznany przez władze kościelne miał miejsce w 1996 r. w stolicy Argentyny – Buenos Aires.

Konsekrowana Hostia zmieniła się w ciało i krew

18 sierpnia 1996 r. wieczorem o godz. 19 ks. Alejandro Pezet odprawiał Mszę św. w katolickim kościele, który znajduje się w handlowej dzielnicy Buenos Aires. Pod koniec udzielania Komunii św. podeszła do niego kobieta, informując, że z tyłu kościoła na świeczniku leży porzucona Hostia. Ksiądz Alejandro poszedł we wskazane miejsce i zobaczył sprofanowaną Hostię. Była tak pobrudzona, że nie mógł jej spożyć. Włożył ją do naczyńka z wodą i schował do tabernakulum w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Kiedy w poniedziałek 26 sierpnia ks. Alejandro otworzył tabernakulum, ze zdziwieniem stwierdził, że Hostia zamieniła się w krwistą substancję. Poinformował o tym ks. kardynała Jorgego Bergoglio, który polecił wykonanie profesjonalnych zdjęć. Zdjęcia Hostii wykonano również 6 września. Widać na nich wyraźnie, że Hostia, którazamieniła się w zakrwawione ciało, znacznie się powiększyła. Przez kilka lat przechowywano ją w tabernakulum, trzymając całą sprawę w tajemnicy. Ponieważ Hostia ta w ogóle nie ulegała degradacji, w 1999 r. decyzją ks. kardynała Bergoglia postanowiono poddać ją naukowym badaniom. 5 października 1999 r. w obecności przedstawicieli ks. kardynała z Hostii, która stała się cząstką zakrwawionego ciała, dr Castanon pobrał próbkę. Przesłano ją naukowcom w Nowym Jorku. Celowo nie poinformowano ich o jej pochodzeniu, aby im niczego nie sugerować.
Jednym z badaczy był dr Frederic Zugibe, znany nowojorski kardiolog i patolog medycyny sądowej. Stwierdził on, że badana substancja jest prawdziwym ludzkim ciałem i krwią, w której obecne jest ludzkie DNA. Naukowiec ten oświadczył, że „badany materiał jest fragmentem mięśnia sercowego znajdującego się w ścianie lewej komory serca, z okolicy zastawek. Ten mięsień jest odpowiedzialny za skurcze serca.Trzeba pamiętać, że lewa komora serca pompuje krew do wszystkich części ciała. Mięsień sercowy jest w stanie zapalnym, znajduje się w nim wiele białych ciałek. Wskazuje to na fakt, że to serce żyło w chwili pobierania wycinka. Twierdzę, że serce żyło, gdyż białe ciałka obumierają poza żywym organizmem, potrzebują go, aby je ożywiał. Ich obecność wskazuje więc, że serce żyło w chwili pobierania próbki. Co więcej, te białe ciałka wniknęły w tkankę, co wskazuje na fakt, że to serce cierpiało – np. jak ktoś, kto był ciężko bity w okolicach klatki piersiowej”.Dwaj Australijczycy, znany dziennikarz Mike Willesee i prawnik Ron Tesoriero, którzy byli świadkami tych badań i wiedzieli, skąd pochodziła próbka, byli zaszokowani treścią oświadczenia dra Zugibe. Mike Willesee zapytał naukowca, jak długo białe ciałka zachowałyby swoją żywotność, gdyby się znajdowały w ludzkiej tkance, którą umieszczono w wodzie. Doktor Zugibe odpowiedział, że w ciągu kilku minut przestałyby istnieć. Wtedy dziennikarz poinformował doktora, że materiał, z którego pobrano badaną próbkę, był najpierw przez miesiąc przechowywany w naczyniu ze zwykłą wodą, a później przez trzy lata w naczyniu z wodą destylowaną – i wtedy dopiero pobrano z niego próbkę do badań. Doktor Zugibe odpowiedział, że nie znajduje naukowego wyjaśnienia dla tego faktu, a jego zaistnienie nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Wtedy Mike Willesee poinformował dra Zugibe, że źródłem badanej przez niego próbki jest konsekrowana Hostia (biały nie kwaszony chleb), która w tajemniczy sposób zamieniła się we fragment zakrwawionego ludzkiego ciała. Zdumiony tą informacją dr Zugibe powiedział: „W jaki sposób i dlaczego konsekrowana Hostia mogła zmienić swój charakter i stać się ludzkim żyjącym ciałem i krwią, pozostanie dla nauki nierozwiązalną tajemnicą, która całkowicie przerasta jej kompetencje”.
Jedyną rozsądną odpowiedź może dać nam tylko wiara w nadzwyczajne działanie Boga, który przez ten znak chciał nam uświadomić, że On jest rzeczywiście obecny w tajemnicy Eucharystii. Cud eucharystyczny w Buenos Aires jest niezwykłym znakiem, potwierdzonym przez naukowe badania. Poprzez ten cudowny znak Jezus pragnie nas zachęcić do żywej wiary w Jego rzeczywistą obecność w Eucharystii pod postaciamichleba i wina; przypomina, że jest to obecność realna, a nie symboliczna. Możemy Go zobaczyć tylko oczami wiary pod postaciami konsekrowanego chleba i wina. Nie widzimy Go oczami ciała, ponieważ jest tam obecny w swoim uwielbionym człowieczeństwie. Jezus w Eucharystii widzi, kocha nas i pragnie nas zbawić. Jeden z najbardziej znanych australijskich dziennikarzy Mike Willesee (który się nawrócił, pracując nad dokumentami jednego z cudów eucharystycznych) wraz z Ronem Tesoriero napisali książkę Reason to Believe (Argumenty za wiarą), w której przedstawili udokumentowane fakty cudów eucharystycznych i innych znaków wzywających do wiary w Chrystusa, Chrystusa obecnego i nauczającego w Kościele katolickim. Nakręcili też film dokumentalny o Eucharystii, w dużej części oparty na naukowych odkryciach dotyczących cudownej Hostii z Buenos Aires. Chodziło im o jasne przedstawienie nauki Kościoła katolickiego na temat Eucharystii. Prezentowali ten film w wielu miastach Australii. Kiedy wyświetlali go w Adelajdzie, jeden z seansów miał dwutysięczną widownię. Po projekcji był czas przeznaczony na komentarz i pytania. Wtedy to podniósł się pewien człowiek, który z wyraźnym wzruszeniem powiedział, że jest niewidomy. Dowiedział się, że jest to wyjątkowy film, i bardzo chciał go zobaczyć. Tuż przed projekcją zwrócił się do Jezusa z żarliwą prośbą, aby pozwolił mu ten film obejrzeć. Po skończonej modlitwie odzyskał wzrok na cały 30-minutowy czas projekcji, ale po ostatniej scenie filmu znów stracił zdolność widzenia. Potwierdził to, drobiazgowo opisując szczegółowe ujęcia z filmu. Był to niesamowity fakt, który poruszył wszystkich do głębi. Pan Bóg poprzez tego typu cudowne znaki wzywa ludzi do nawrócenia. Jeżeli Chrystus sprawia, że Hostia zamienia się w fizycznie doświadczalne ciało i krew, że jest to mięsień odpowiedzialny za skurcze serca, że to serce cierpi – np. jak ktoś, kto jest ciężko bity w okolicach klatki piersiowej, to w ten sposób pragnie wskrzesić, pobudzić i umocnić naszą wiarę w Jego rzeczywistą obecność w Eucharystii, unaocznia, że podczas każdej Mszy św. uobecnia się cały dramat naszego zbawienia: męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Pan Jezus powiedział: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie” (J 4, 48). Nie trzeba szukać cudownych znaków, ale jeżeli Jezus je nam daje, to wtedy powinniśmy je z pokorą przyjąć i starać się zrozumieć, co przez nie pragnie nam powiedzieć. To dzięki nim wielu ludzi odzyskało wiarę w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, którego nam objawia Jezus Chrystus, obecny w sakramentach oraz nauczający w Piśmie św. i Magisterium Kościoła katolickiego.

Tajemnica, która przerasta nasze myśli

Prawda o Eucharystii, o rzeczywistej obecności osoby zmartwychwstałego Jezusa pod postaciami chleba i wina, jest jedną z najważniejszych i równocześnie najtrudniejszych prawd objawionych nam przez Chrystusa. Poprzez cuda eucharystyczne Pan Jezus pragnie nam naocznie potwierdzić, że to, co mówił na ten temat, jest prawdą: że On rzeczywiście daje nam swoje uwielbione ciało i krew jako duchowy pokarm i napój. Pan Jezus ustanowił Eucharystię w przeddzień swojej męki, śmierci i zmartwychwstania. Podczas Ostatniej Wieczerzy „wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: »Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje«. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: »Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów«” (Mt 26, 26-28). Biorąc i dając apostołom chleb i wino, Pan Jezus mówił im: „to jest ciało moje (…), to jest moja krew”, a więc powiedział, że chleb, który im daje do spożycia, jest rzeczywiście Jego ciałem, a wino Jego krwią, a nie jakimś tylko symbolem. Już wcześniej w słynnej mowie eucharystycznej, którą spisał ewangelista Jan, Jezus mówił do zebranych Żydów: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6, 53-56). Słuchacze byli zszokowani tymi słowami Jezusa i mówili: „Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?” (J 6, 52). Także wielu Jego uczniów gorszyło się, mówiąc: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6, 60). Pan Jezus, świadomy tego, że prawda o Eucharystii wywołała u wielu słuchaczy szok i zgorszenie, odpowiada słowami, poprzez które ukazuje istotę i właściwe rozumienie Eucharystii: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem?” (J 6, 62). Tymi słowami Pan Jezus wskazuje na tajemnicę uwielbienia swojego człowieczeństwa w śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.
Wyjaśnia, że będzie dawał jako pokarm i napój swoje ciało i krew po Wniebowstąpieniu, a więc w stanie już uwielbionym i przebóstwionym.Nie wszyscy słuchacze uwierzyli w to, co Jezus mówił o Eucharystii, dlatego zwrócił się do nich ze słowami: „»Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą «. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać” (J 6, 65). Zdrada Judasza zaczęła się wtedy, gdy nie uwierzył w to, co mówił Jezus o swojej rzeczywistej obecności w Eucharystii. Na potwierdzenie tego faktu Jezus powiedział: „»Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem«. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem – jeden z Dwunastu – miał Go wydać” (J 6, 70-71).Eucharystia to sam zmartwychwstały Jezus w swoim uwielbionym i dlatego niewidzialnym człowieczeństwie. O tej właśnie rzeczywistości mówił Jezus, kiedy wyjaśniał uczniom istotę Eucharystii (J 6, 62-63). W śmierci i zmartwychwstaniu człowieczeństwo Jezusa zostaje przebóstwione, otrzymuje nowy rodzaj egzystencji: „W Nim bowiem mieszka cała pełnia: bóstwo na sposób ciała” (Kol 2, 9). Zmartwychwstały Jezus, w swoim uwielbionym człowieczeństwie, staje się wszechobecny i daje nam w darze Eucharystii siebie samego, dzieląc się swoim zmartwychwstałym życiem i miłością, abyśmy już tu na ziemi doświadczali rzeczywistości nieba oraz uczestniczyli w życiu Trójcy Świętej. W obliczu tajemnicy Eucharystii nasz ludzki rozum doświadcza swojej nieporadności i ograniczoności. W encyklice o Eucharystii Jan Paweł II pisze: „»Przez konsekrację chleba i wina dokonywa się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Tę przemianę trafnie i właściwie nazwał święty i katolicki Kościół przeistoczeniem «. Rzeczywiście, Eucharystia jest misterium fidei – tajemnicą, która przerasta nasze myśli i która może być przyjęta tylko w wierze, jak często przypominają katechezy patrystyczne o tym Boskim Sakramencie. »Nie dostrzegaj – zachęca św. Cyryl Jerozolimski – w chlebie i winie prostych i naturalnych elementów, ponieważ Pan sam wyraźnie powiedział, że są Jego Ciałem i Jego Krwią: potwierdza to wiara, chociaż zmysły sugerują ci coś innego«” (Ecclesia de Eucharistia, 15). Eucharystia jest dla każdej i każdego z nas największym darem i cudem. Poprzez Eucharystię Jezus daje nam siebie samego, włącza nas w dzieło zbawienia, daje nam udział w swoim zwycięstwie nad śmiercią, grzechem i szatanem, przebóstwia i wprowadza nas w życie w Trójcy Świętej. W Eucharystii otrzymujemy „lekarstwo nieśmiertelności, antidotum na śmierć” (EE 18). Z tego powodu każde świadome i dobrowolne zrezygnowanie ze Mszy św. w niedzielę jest niepowetowaną duchową stratą, znakiem zaniku wiary – i dlatego jest grzechem ciężkim. Trzeba również pamiętać, że jeżeli „chrześcijanin ma na sumieniu brzemię grzechu ciężkiego, to aby mógł mieć pełny udział w Ofierze Eucharystycznej, obowiązkową staje się droga pokuty, poprzez sakrament pojednania” (EE 37).

ks. M. Piotrowski TChr

Cud w Lanciano

Chrystus przez Cud w Lanciano woła do nas: „Uwierz w moją miłość! Ja Ciebie kocham i zawsze jestem tu obecny, bo Cię kocham. W jakiejkolwiek jesteś sytuacji, zawsze możesz do Mnie powrócić.

Ciemna noc wiary

W VIII wieku w małym włoskim miasteczku Lanciano znalazła schronienie grupa bazyliańskich mnichów, prześladowanych za wystąpienie w obronie kultu ikon w Konstantynopolu. Wśród nich był pewien kapłan, bazylianin. Wydawało się, że najgorsze – prześladowanie – już go minęło, tymczasem czekały nań nowe trudności – obcy kraj, inny język, inne tradycje. Zetknął się też z tutejszymi ruchami publicznie manifestującymi, że w Eucharystii nie ma Jezusa, Boga-Człowieka. On, jako mnich wychowany we wschodnich tradycjach Ojców Pustyni, wiedział, że w Eucharystii Jezus, Bóg-Człowiek, jest. Jednak to, co wcześniej wydawało mu się trwałe, teraz zaczęło się chwiać. Zaczął pytać: „A może onimają rację? Czy w Eucharystii obecne jest prawdziwe Ciało Chrystusa? Czy on jako kapłan ma Bożą moc sprowadzenia Boga samego do hostii; moc, którą Jezus przekazał apostołom podczas Ostatniej Wieczerzy? Czy Jezus naprawdę zmartwychwstał? Bo jeśli nie zmartwychwstał, to on sam nie ma żadnej mocy, a eucharystyczna hostia nie jest Ciałem Chrystusa”... Nie umiał znaleźć odpowiedzi na te wątpliwości, żadne tłumaczenie nie dawało mu światła, nie dawało mu pokoju. Przeżywał głęboką noc wewnętrzną, przechodził przez pustynię, oczyszczenie. Tak było już od samego początku historii Izraela, że Pan przeprowadzał przez wszelkiego rodzaju noce i próby tych, przez których przekazywał coś wielkiego swojemu ludowi.

Rzeczywista Obecność

Pewnego dnia, kiedy zakonnik celebrował Mszę św. i gdy wymówił słowa konsekracji: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje; bierzcie i pijcie, to jest moja Krew”, zobaczył, że Hostia zamieniła się w Ciało, a wino w Krew. Nie mógł opanować swojego wewnętrznego poruszenia, nie mógł też ukryć tego, co się stało. Jako wschodni mnich, sprawował liturgię w małej kapliczce, w oddaleniu od ludzi, jednaksłysząc ich szemranie, wyszedł do nich i ze wzruszeniem powiedział: „Wejdźcie i zobaczcie, jaki Cud jest z nami”. Zrozumiał, że Pan dał odpowiedź dla niego i dla innych: Bóg jest zawsze rzeczywiście obecny w Eucharystii, która jest obroną i pomocą dla chrześcijan.

Ekspertyzy

Kroniki przekazują, że kilka dni po cudzie mnisi bazylianie zobaczyli, że Cudowne Ciało Eucharystyczne się kurczy. Przygotowali wówczas specjalny materiał pokryty szlachetnym suknem i przybili do niego 12 gwoździkami Ciało Pańskie. Dzięki temu cudowne Ciało z Lanciano ma dzisiaj okrągły kształt hostii, lecz jest w swej części centralnej – jak się wydaje – nieco postrzępione i uszczuplone z powodu obkurczenia się tkanki. Krew zgromadziła się natomiastw pięciu osobnych grudkach. Każda z nich jest nieco inna pod względem wielkości i kształtu. Do dziś relikwie przechowywane są w srebrnym relikwiarzu. Chrystusowe Ciało znajduje się w jego górnej, monstrancyjnej części, a Krew umieszczono w kielichu z pokrywą w dolnej części relikwiarza. Cudowne Ciało i Krew były kilkukrotnie przedmiotem badań kościelnych. W 1970 r. przeprowadzono specjalistyczne badania pod kierunkiem docenta nauk: anatomii, histopatologii, chemii i klinicznej diagnostyki mikroskopowej, prof. Odoarda Linolego. Specjaliści z uniwersytetów w Sienie i Arezzo pobrali próbki z żółtawobrązowo-brunatnej, twardej niczym drewno, tkanki Ciała oraz skamieniałych grudek Krwi i poddali je bardzo dokładnym badaniom, które trwały do 27 II 1971 r. Tuż po pierwszych żmudnych badaniach naukowcy przesłali do opiekujących się sanktuarium w Lanciano oo. franciszkanów telegram, w którym napisali: „Słowo Ciałem się stało”. W marcu 1971 r. gotowy był już protokół z badań naukowych. Mówił on, że Ciało i Krew z Lanciano należą do gatunku ludzkiego i mają jedną grupę krwi – AB (tę samą grupę krwi znaleziono na Całunie Turyńskim). Wycinek pobrany z Ciała Pańskiego jest tkanką mięśnia sercowego. Z punktu widzenia medycyny w cudownym Ciele Eucharystycznym jest kompletne ludzkie serce, gdyż obecne są w nim wszystkie elementy, które je tworzą. Badania wykazały, że to serce było żywą tkanką; choć dziś jest to zasuszone mięso, jednak w środku ma żywe białka. Określono także, że Krew z Lanciano zawiera przybliżoną wartość substancji mineralnych taką jak świeża ludzka krew, a nieznaczne odchylenia wynikają z wieku próbki. Na uwagę zasługuje także fakt, że Ciało i Krew z Lanciano (pomimo ich całkowitego przekształcenia na skutek działania czasu) nie uległy rozpadowi, choć – co potwierdzili naukowcy – nigdy nie były one konserwowane, a wprost przeciwnie – narażone były na działania atmosferyczne, wpływ środowiska i kontakt z pasożytami.
Po kilku latach od ogłoszenia ekspertyzy naukowej prof. Linoli zwrócił się jeszcze do ONZ z prośbą o przysłanie komisji, która zbadałaby prawdziwość wyników badań jego zespołu. W 1976 r. przybyli do Lanciano lekarze wydelegowani przez ONZ. Pobrali oni próbki Ciałai Krwi z Cudu i przebadali je. Wyniki ich badań potwierdziły odkrycia lekarzy włoskich. Analizy laboratoryjne wykluczają „fałszerstwo historyczne” lub manipulację i potwierdzają nadzwyczajny charakter „zjawiska”. Cud z Lanciano pozostaje faktem niepodważalnym, ale i – z punktu widzenia dzisiejszej nauki – niewytłumaczalnym.

Mowa Boga

Cud Eucharystyczny z Lanciano nie był dany tylko mnichowi – ten znak jest dany nam wszystkim. To my, ludzie współcześni, potrzebujemy badań naukowych i one są nam dane, a przez nie Jezus mówi, że wtedy, w czwartek w Wieczerniku, On rzeczywiście dał nam siebie jako pokarm, jako jedzenie, i rzeczywiście przekazał apostołom swoją moc. Przykazał: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje, które za was i za wielu będzie wydane, czyńcie to na moją pamiątkę”. Co to znaczy? Po pierwsze, że w czasie Eucharystii chleb eucharystyczny staje się prawdziwym Ciałem Chrystusa. On jest w tym sakramencie rzeczywiście obecny. Po drugie, że Chrystus przekazał apostołom władzę sprowadzania Go na ziemię i nakazał: „Czyńcie to!”. Po trzecie, że słowa „bierzcie i czyńcie to” uaktualniają się w każdym momencie, zawsze. Każdy kapłan, niezależnie od swojej świętości czy niegodności, ma moc, którą Jezus przekazał apostołom w Wieczerniku, i w każdej Eucharystii On sam jest zawsze obecny. Mnich bazylianin pytał: „Czy ja naprawdę mam Jego moc? I czy On jest obecny w Eucharystii?”. I kiedy zobaczył, że Hostia zamienia się w mięso, a wino w krew, zrozumiał: „Mam tę moc, którą Jezus dał w Wieczerniku. Gdyby Jezus nie wyszedł z grobu, to dzisiaj ta Hostia nie zamieniłaby się w mięso, a wino w krew. Skoro to się stało, to oznacza, że Jezus zmartwychwstał, że tajemnica Wielkiego Czwartku jest rzeczywista”. Wiele osób przyjeżdżających do Lanciano odkrywa ją i doświadcza wewnętrznego przemienienia…

Przemiany

Przyjechało kiedyś do Lanciano pewne małżeństwo z USA, dwoje starszych ludzi, by oddać Cudowi głęboki pokłon. On był diakonem baptystą, ale zrezygnował ze wszystkich funkcji w Kościele baptystów. Powód? Eucharystia. Przyznał, że kiedyś bardzo zwalczał rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii i kpił z wiary katolików w tę obecność. I oto pewnego dnia coś się stało, coś w nim pękło. Odczuł wielką miłość do Eucharystii i zarazem wielki żal za to, co robił. Odkąd wraz ze swą żoną przyjął chrzest, każdego dnia uczestniczy we Mszy św. Już jako baptysta wiedział o Lanciano; gdy został katolikiem, przyjechał dziękować za swoje nawrócenie. Pewna Rosjanka, pięćdziesięcioletnia aktorka, kiedy przyjechała do Lanciano, ze łzami w oczach wyznała ojcu franciszkaninowi, który posługuje w tamtejszym sanktuarium: „Ojcze, jaka jestem szczęśliwa. Ochrzciła mnie babcia w Kościele prawosławnym, ale nie praktykowałam. Kiedyś weszłam zaciekawiona do kościoła katolickiego św. Ludwika w Moskwie. Tej samej nocy przyśnił mi się kapłan trzymający Eucharystię i usłyszałam głos z Hostii: »Czekam na ciebie, kocham cię«”. Żartobliwie dodała: „Jestem artystką, więc uwierzyłam od razu”. Gdy przyjechała tutaj, klęczała, wielbiła Pana, płakała, mówiąc: „On jest moim życiem!”. Od pięciu lat jest katoliczką. Jej córka także przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Również jej wnuczkę ochrzcili. Do Lanciano przyjechała kiedyś grupa ludzi z Polski. Był tam również, jak się potem okazało, kardiolog ze Szwajcarii. W najprostszy sposób, tak by wszyscy zrozumieli, lekarz ów wytłumaczył, dlaczego Hostia Cudu jest w środku jakby dziurawa. Z punktu widzenia nauki potwierdził on to, co powiedzieli lekarze włoscy. Powiedział otóż, że jest to serce ludzkie przekrojone wzdłuż. Dziura powstała, gdyż mnisi przybili je gwoździkami, a ono nie mogło się skurczyć. Dodał, że gdy serce umiera – kurczy się i zamyka. Zatem w Cudzie mamy konające serce, które chciało się zamknąć, serce umierające z miłości do nas… Gdy pewnego dnia o. franciszkanin opiekujący się tamtejszym sanktuarium opowiadał grupie z Polski o Jezusie w Eucharystii w Cudzie z Lanciano, jedna z kobiet, dziennikarka, zaczęła bardzo mocno płakać i wykrzyczała swój ból w następujących słowach: „To ja Cię tak lekceważyłam, Panie mój!”. Odeszła od grupy, uklękła blisko Cudu i długi czas trwała w potoku łez. Potem poprosiła o spowiedź.

Miłość ocala

W Piśmie Świętym Krew Baranka jest krwią życia, krwią uwolnienia, uzdrowienia, a Jego Ciało jest ciałem, którym się karmi lud, by mógł wejść na drogę wolności, drogę życia, drogę pójścia za Panem jako Pasterzem. Kiedy przyjmujemy Komunię św. – Jezusa, Boga- -człowieka ukrytego w białej Hostii, jemy źródło miłości i miłosierdzia. Skoro Go jemy, już nie możemy powiedzieć: „nie umiem kochać”; trzeba nam stanąć w prawdzie i z żalem przyznać: „nie chcę kochać”. Skoro Go jemy, to powinniśmy Nim promieniować. Skoro przyjmujemy Go od kilku, kilkunastu, a może i kilkudziesięciu lat, to jak bardzo powinniśmy być przemienieni? Czy jesteśmy?... Czasem odkrycie prawdy, że nie pozwalamy się Jezusowi przemienić, może rodzić ból – ciężki, nieznośny, przytłaczający – ale Pan w Cudownej Hostiiz Lanciano pociesza: „Nie pokazałem ci tego, jak mało jesteś do Mnie podobny, po to, żeby Cię zgnębić, ale pokazałem ci to po to, żebyś rzucił się w moje ramiona... Żebyś zaufał Mi i nie miał pretensji do siebie samego, że jesteś tak mało podobny do Mnie. Uwierz w moją miłość, że Ja ciebie kocham i zawsze jestem tu obecny, bo cię kocham. W jakiejkolwiek jesteś sytuacji, zawsze możesz do Mnie powrócić”. Pan wie, że jesteśmy słabi i grzeszni, dlatego dał kapłanom moc sprawowania Eucharystii i odpuszczania grzechów w sakramencie pokuty, byśmy mogli przyjść i korzystać w pełni z Jego obecności. Gdy wyznajemy w spowiedzi św. nasze grzechy, On nam je odpuszcza i leczy wszystkie rany, które zadał nam grzech, a kiedy przyjmujemy Komunię św., wypełnia się w nas słowo Pisma: „Pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe, i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie mieszkać w kraju, który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” (Ez 36, 25-28). Jezus jest zawsze z nami i zawsze na nas czeka. Z miłości do nas uczynił samego siebie więźniem tabernakulum. Pragnie, byś przyszedł (przyszła), przyjął(- ęła) Go i pozwolił(a) Mu zamieszkać w swym sercu, i byś stał(a) się żywą monstrancją, w której On będzie zawsze obecny… Żywą monstrancją, która zaniesie Go do tych, którzy Go nie chcą, którzy o Nim zapomnieli. Do wszystkich odrzuconych, samotnych, przygniecionych cierpieniem, spętanych, udręczonych, którzy nie mają nadziei… Do wszystkich, których On szuka… Do których przez Ciebie, przez Cud w Lanciano i inne Cuda Eucharystyczne woła słowami zapisanymi przez św. s. Faustynę: „Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca Mojego, a Ja ich napełnię pokojem” (Dz. 1074).

Wywiady z o. Zbigniewem Deryłą OFM Conv przeprowadzone w Radiu Niepokalanów oraz Radiu Watykańskim(spisała i opracowała Małgorzata Radomska)

 

niedziela, 29 lipca 2012

Cud eucharystyczny w Alcala de Henares

Jest rok 1597. Przed kratkami konfesjonału w jezuickim kościele w miejscowości Alcala de Henares, nieopodal Madrytu, klęka jakiś mężczyzna... Spowiada się długo. Płacze... Po spowiedzi wyciąga z kieszeni zawiniątko i oddaje kapłanowi. Ksiądz Juan Juarez, jezuita, rozwija chustę i widzi 24 komunikanty. Ów mężczyzna przyznaje się do tego, że wykradł je z kościoła i chciał sprzedać, lecz wyrzuty sumienia nie pozwoliły mu na to.

Ksiądz Juan radzi się swojego przełożonego, co z odzyskanymi hostiami zrobić. Obawia się, że spowiedź mogła być nieszczera, a komunikanty mogą być zatrute. Nie chce ryzykować. Postanawia złożyć je w piwnicy klasztoru, w wilgotnym pomieszczeniu i poczekać, aż ulegną rozkładowi. Jakie jest jego zdziwienie, gdy po miesiącu znajduje hostie nietknięte, bez śladu pleśni. Zdziwiony powiadamia profesorów miejscowego uniwersytetu. Zostaje zwołana specjalna komisja, której zadaniem jest zbadanie całej sprawy. Profesorowie postanawiają poddać hostie jeszcze jednemu eksperymentowi. W wilgotnej piwnicy kładą na stole kilka hostii jeszcze niekonsekrowanych. Obok układają hostie oddane przez skruszonego złodzieja. Piwnica zostaje zamknięta, a drzwi opieczętowane po to, aby nie dopuścić do oszustwa. Po trzech miesiącach komisyjnie złamano pieczęcie i otwarto drzwi. Okazało się, że niekonsekrowane hostie pokryły się grubą warstwą pleśni, jaką można zaobserwować na starym kawałku chleba, natomiast hostie przyniesione przez złodzieja nie tylko nie uległy zniszczeniu, lecz wyglądały, jakby dopiero wyjęto je z tabernakulum. Cudowne – jak mniemano – hostie zamknięto w tabernaku lum. W roku 1608 odwiedził Alcalę prowincjał jezuitów z Toledo, aby zobaczyć słynne już w okolicy hostie. Wtedy to właśnie wydano werdykt podpisany przez profesorów uniwersytetu i przełożonych jezuitów, że nauka nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego tak się stało i oficjalnie ogłoszono, że hostie są cudowne. W 1624 r. arcybiskup z Santiago de Compostela ofiarował wspaniały relikwiarz, w którym umieszczono wszystkie 24 hostie.

Pod koniec XVII w. przy kate drze w Alcali wybudowano wspaniałą kaplicę dla cudownych hostii. Od tego czasu w każdą piątą niedzielę po Wielkanocy urządzano niezwykle okazałe procesje, w których uczestniczyli nie tylko miejscowi katolicy, ale i nieprzeliczone tłumy wiernych, specjalnie przyjeżdżających do Alcalii na święto cudownych hostii.

Tak było do 1936 r., kiedy to w Hiszpanii rozszalała się krwawa wojna domowa. Do Alcali zbliżał się front, poprzedzany wstrząsającymi wieściami o barbarzyńskich poczynaniach komunistów: palili i wysadzali w powietrze napotkane kościoły, klasztory i kaplice, gwałcili zakonnice i zabijali kapłanów, profanowali ciała zmarłych mnichów i mniszek... Wszystkie te barbarzyńskie praktyki miały zniweczyć wiarę i zetrzeć z powierzchni ziemi wszelkie znaki Bożej obecności i Bożego działania. Z zacietrzewieniem niszczono sanktuaria, słynące łaskami obrazy i figury Matki Bożej. I nie było wątpliwości, że cudowne hostie z Alcali padną również łupem szatańskich wojsk. Tuż przed wkroczeniem komunistów do Alcali cudowne hostie zostały ukryte przez trzech księży z miejscowej katedry. O miejscu ukrycia nikt inny nie wiedział, gdyż księża bali się, żeby ktoś poddany torturom nie zdradził tajemnicy. Wszyscy trzej kapłani zostali zamordowani, ale żaden z nich nie ujawnił miejsca ukrycia cudownych hostii. W wyniku działań wojennych prawie całe miasto zostało obrócone w perzynę. Katedra spłonęła, a kościoły i klasztory legły w gruzach. Po nastaniu pokoju zaczęto gorączkowo poszukiwać najcenniejszego skarbu z Alcali. Nadaremno, nie udało się odnaleźć cudownych hostii. Ślad po starym cudzie z Alcali zaginął. Przetrwała o nim pamięć i wiara ludzi. Lecz dobry Bóg zatroszczył się o swój lud. W 1941 r., kiedy odgruzowywano zniszczony klasztor sióstr cystersek, w rumowisku odnaleziono pozłacane naczynie, w którym znajdowało się 48 komunikantów.

Dziś jest ich o kilka mniej. Zachowały się w doskonałym, nienaruszonym stanie. Obecnie przechowywane są w specjalnym tabernakulum w konwencie św. Bernarda. I znów rozniosła się wieść, że hostie są cudowne, że stary cud został zastąpiony nowym. Także i tym razem postanowiono poddać hostie eksperymentowi. Jedną z nich przełamano na połowę i zamknięto w opieczętowanym tabernakulum, które po jakimś czasie komisyjnie otwarto. Jakież było zdziwienie, kiedy okazało się, że wszystkie hostie są całe, że żadna z nich nie pozostała przełamana i liczba hostii się zgadza. Eksperyment powtórzono kilkakrotnie – zawsze z takim samym skutkiem.

ks. Jarosław Staszewski TChr
 

Nieustannie trwający cud (Siena)

Włoskie miasto Siena, położone w Toskanii na trzech malowniczych wzgórzach, jest słynne w całym świecie nie tylko ze wspaniałej średniowiecznej architektury, „piazza del Campo” i św. Katarzyny, lecz przede wszystkim z Eucharystycznego cudu, nieustannie trwającego od 1730 roku. Wbrew wszelkim prawom fizycznym i chemicznym, 223 Hostie, które zostały konsekrowane 14 sierpnia 1730 roku do dzisiejszego dnia zachowują zadziwiającą świerzość, nie ulegając nawet w minimalnym stopniu procesom psucia. Nawrócony na katolicyzm duński pisarz G. Joergensen, napisał w 1914 r., że jest to jeden z największych w świecie, nieustannie trwających cudów.

* * *

Historia tego niesamowitego cudu rozpoczęła się wieczorem 14 sierpnia 1730 r., w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Wszyscy mieszkańcy Sieny zgromadzili się w katedrze, aby celebrować uroczyste nieszpory. Inne kościoły w mieście były w tym czasie zamknięte. Złodzieje wykorzystali tę okazję i włamali się do bazyliki św. Franciszka. Poszukując drogocennych rzeczy, wyłamali drzwiczki do tabernakulum i zabrali ze sobą srebrną puszkę pełną konsekrowanych Hostii.
          Franciszkanie zorientowali się dopiero rano, że nocą miała miejsce kradzież. Wiadomość o świętokradztwie szybko rozeszła się wśród mieszkańców. Miasto pogrążyło się w żałobie, a władze nakazały, aby wszelkimi sposobami ścigać złodziei. Następnego dnia, późnym rankiem jeden z mieszkańców znalazł pokrywę srebrnej puszki z Hostiami. Dwa dni później kleryk Paolo Schiavvi, uczestnicząc we Mszy św. W sanktuarium Matki Bożej w Provenzano zauważył, że w stojącej obok niego skarbonce jest pełno białych Hostii. Po Mszy św. Natychmiast powiadomił miejscowego proboszcza – don G. Bozzegoli. Po otwarciu skarbonki znaleziono 351 Hostii pobrudzonych i pokrytych pajęczyną. Dokładnie wszystkie oczyszczono i poinformowano miejscowego arcybiskupa, który niezwłocznie przybył do Provenzano, aby wspólnie z Franciszkanami stwierdzić, czy były to rzeczywiście Hostie skradzione z bazyliki św. Franciszka. Dokładne oględziny potwierdziły przypuszczenia, że odnaleziono poszukiwane hostie. Było ich dokładnie 348 całych i 6 połówek.
          Następnego dnia arcybiskup A. Zondadari, w uroczystej procesji, w której wzięło udział blisko 3000 mieszkańców z pochodniami i krzyżami pokutnymi, przeniósł odnalezione Hostie do bazyliki św. Franciszka. Napływ wiernych z okolicznych wiosek i miasteczek był tak wielki, że Hostie całymi dniami musiały być wystawione do publicznej adoracji. Ludzie z wielką wiarą i miłością adorowali święte Hostie, starali się w ten sposób wynagrodzić Bogu za świętokradctwo. Przeszło 100 odnalezionych Hostii rozdzielono wiernym podczas Komunii św. Im więcej upływało czasu od tego wydarzenia, tym bardziej Franciszkanie i ludzie utwierdzali się w przekonaniu, że odnalezionych Hostii nie należy dawać już do spożywania, ale zachować je do publicznej adoracji. W miarę upływu miesięcy i lat wszyscy z wielkim zdumieniem konstatowali, że Hostie nie wykazują najmniejszych oznak starzenia się i zachowują zadziwiającą świeżość i przyjemny zapach.            Pierwszego oficjalnego rozpoznania Hostii dokonał 14 kwietnia 1780 roku. O Carlo Vipera, Generał zakonu Franciszkanów. W dekrecie napisał: „Fakt zachowania się świętych Hostii w absolutnej świeżości przez 50 lat, uznaliśmy za prawdziwy cud.” Następne rozpoznanie cudownie zachowanych Hostii miało miejsce 9 lutego 1789 r. przez arcybiskupa Tiberio Borghese. Wsprawozdaniu napisał: „Zarówno ja sam, jak i towarzyszące mi osoby, z pomocą lupy skrupulatnie oglądaliśmy Hostie, które zostały rozłożone na dwóch patenach. Stwierdziliśmy ich niezwykłą świeżość i nienaruszony charakter.” Arcybiskup przeprowadziłeksperyment zostawiając na 10 lat niekonsekrowane hostie w opieczentowanej puszce, tuż obok Hostii konsekrowanych. Kiedy po 10 latach puszka ta komisyjnie została otwarta, wtedy okazało się, że z niekonserwowanych hostii pozostał tylko ciemnożółty proszek. Komisja pod przewodnictwem biskupa stwierdziła, że fakt ten jeszcze bardziej potwierdza trwający nieustannie cud zachowania w doskonałej świeżości Hostii konsekrowanych w 1730 r. 15 czerwca 1815 r. arcybiskub Sieny zlecił specjalnej komisji, złożonej z teoligów i lekarzy przeprowadzenie kolejnego rozpoznania świętych Hostii. Po dokładnych oględzinach komisja potwierdziła cudowny fakt ich nieustannej świeżości. Podobnych rozpoznań i badań w ciągu historii było wiele. Najpoważniejsze przeprowadzono w 1914 r. na polecenie papieża Piusa X. Badania przeprowadziła grupa wybitnych naukowców i profesorów ze Sieny i z Pizy. Badania mikroskopijne wykazały, że Hostie zostały eykonane z przaśnej przenicznej mąki, która zachowała się w doskonałym stanie. Testy stwierdziły normalną zawartość krochmalu. Komisja przypomniała, że przaśny chleb mógłby się przechować przez dłuższy czas tylko wtedy, gdyby został przygotowany w sterylnych warunkach i był przechowywany w antyseptycznym pojemniku. Natomiast Hostie wypieczentowane były w tradycyjny sposób i przechowywano je w normalnych warunkach, a więc były wystawione na działanie powietrza i różnych mikroorganizmów. Powinny więc były ulec rozkładowi już po kilkunastu latach. Komisja stwierdziła, że doskonale zachowane Hostie, o zadziwiającej świeżości, wspaniałym zapachu, wbrew wszelkim prawom fizycznym i chemicznym, świadczą o wielkim cudzie, którego nauka nie potrafi wyjaśnić. Głównym ekspertem przeprowadzającym badania był światowej sławy chemik prof. Siro Grimaldi. W swoim oświadczeniu między innymi napisał: Doskonale zachowane święte cząstki niesfermentowanego chleba są zjawiskiem wyjątkowym, które obala naturalne prawo zachowania materii organicznej. Ten fakt jest unikatem w annałach nauki. Kolejne badania przeprowadzono 3 czerwca 1922 r., z okazji przeniesienia świętych Hostii donowego ostensorium. Wyniki badań okazały się identyczne z poprzednimi. Został potwierdzony stan doskonałego zachowania i świeżości Hostii. W 1950 r. wykonano nowe drogocenne ostensorium, w którym zostały umieszczone cudowne Hostie. Niestety, stało się ono wielką pokusą dla złodziei, którzy w nocy z 5 na 6 sierpnia 1951 r. skradli je, a święte Hostie rozsypali na dnie tabernakulum. Powiadomiony o kradzieży ks . arcybiskup osobiście policzył Hostie. Były wszystkie 223 całe i dwie połówki.
Do dnia dzisiejszego Hostie zachowują miły zapach przaśnego chleba, pozostają nienaruszone i lśniące, jakby były przed kilkoma dniami wypieczone. Trzeba pamiętać, że Hostie te, konsekrowane w 1730 r. są rzeczywiście Ciałem Chrystusa. Przez ten cudowny znak Jezus Chrystus pragnie uświadomić wszystkim ludziom, że Eucharystia to jest On sam, rzeczywiście obecny w swoim zmartwychwstałym Ciele. Powinniśmy z całego serca dziękować Bogu za ten cudowny znak, dany dla umocnienia naszej wiary w rzeczywistą obecność Zmartwychwstałego Chrystusa w Eucharystii. Cudowne Hostie są wystawiane do adoracji wiernych siedemnastego dnia każdego miesiąca, w rocznicę odnalezienia ich po kradzieży w 1730 r. Każdego roku w uroczystość Bożego Ciała są niesione w procesji ulicami Sieny. Uczestniczą w niej tysiące wiernych. Światowej sławy włoski fizyk Enrico Medi po badaniach cudownie zachowanych Hostii napisał: Historia gwarantuje absolutną kontynuację cudu: są to zawsze te same Hostie z 14 sierpnia 1730 r. Ludzka wiedza zachowuje milczenie wobec tego faktu, zwielokrotnionego 223 razy, który nieustannie trwa od przeszło 2,5 wieku. Nie tylko nie potrafi go wyjaśnić, lecz z całą pewnością wie, że nie jest możliwe jego wyjaśnienie, a to dlatego, że fakt ten trwa na przekór wszystkim najbardziej znanym i prostym prawom natury. Mamy tutaj do czynienia z interwencją Przyczyny, która nie jest przedmiotem badań nauki. Ta bezpośrednia interwencja Boga jest cudem w ścisłym tego słowa znaczeniu, który nieustannie trwa przez wieki, aby świadczyć o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii. Aby oddać cześć cudowi Eucharystycznemu, do Sieny pielgrzymowali święci i papieże: św. Jan Bosko, św Pius X, bł. Benedykt XV, Pius XI, Pius XII, Paweł VI. Ojciec ŚwiętyJan Paweł II podczas pobytu w Sienie 14 września 1980 r. długo adorował Jezusa obecnego w cudownych Hostiach. Na koniec adoracji wydał okrzyk pełen zachwytu: Tu jest obecność!


ks. Mieczysław Piotrowski TChr
 

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More